Mam nadzieję, że każdy czuje różnice pomiędzy opublikowaniem swojej korespondencji a publikowaniem cudzej, bez wiedzy autora. Dopóki żyję, wyłącznie ja mam prawo rozporządzać swoimi tekstami i swoimi listami. Jeżeli nawet wprost nie reguluje tego prawo, wymagają tego zasady szacunku i kultury.

Poniżej zamieszczam swoją rozmowę z Piotrem Lipińskim. Mój rozmówca wie o tym, że poniższe teksty tutaj się pojawią. Wraził zgodę i zasugerował kosmetyczne cięcia, które zastosowałem. Wyciąłem także adres forum, które zawrzało złością wobec mnie.

 

 

list Piotra:

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Mam na imię, Piotr, jestem młodym człowiekiem, 19l., a przy okazji, należę do "podpalaczy stosów" :), czyli jestem wiernym tradycji łacińskiej. Piszę do Księdza, przeczytawszy na forum [wycięty adres], a później na Księdza blogu, to, co Ksiądz pisze a propos tradycji katolickiej, a także niesprawiedliwości, jaką miano Księdzu wyrządzić z naszej strony.

Piszę z miłością. Wierzę, że jest Ksiądz dobrym kapłanem, kochającym Pana Jezusa, Kościół i wiernych - odnoszę takie wrażenie, ufam, że jest prawdziwe. Niemniej jednak, uważam, że błądzi Ksiądz zarówno w sprawie stosunku do tradycji, a także w sprawie tej rzekomej krzywdy. Zacznę od tej drugiej rzeczy.

Z tego, co własnymi siłami udało mi się wydedukować, 15 września umieścił Ksiądz publicznie na blogu fragment swojej korespondencji z pewnym młodym człowiekiem. Znalazł się on później na forum [wycięty adres]. Ksiądz pisze w poście z dzisiejszego dnia:

Okazuje się, że ktoś bez mojej zgody i przyzwolenia zamieścił na jednym z forów dyskusyjnych czcicieli trydentu (nie powiem jakim, żeby nie reklamować) mój tekst. Więcej! Moją KORESPONDENCJĘ!

Strażnicy zasad nie wiedzą, że takich rzeczy robić nie wolno. To podły plagiat i łamanie podstawowych zasad społecznych.

Chciałbym Księdza poinformować, że zgodnie z ustawą o prawie autorskim, utwór publicznie zaprezentowany może być w fragmentach powielany w innych utworach w celach edukacji, albo recenzji. Tak jest w świecie rzeczywistym.

Co więcej, zupełnie normalną praktyką w internecie, jest cytowanie cudzych blogów (przepisywanie całych postów z zaznaczeniem, skąd on pochodzi). W ten sposób przekazuje się ciekawe/bulwersujące/ważne informacje zdobyte w innych miejscach sieci. Na forum, podano link do księdza strony, nie może być mowy o żadnym plagiacie.

Zarzut Księdza o plagiacie, albo łamaniu podstawowych zasad społecznych jest zatem zupełnie nieuzasadniony, a co więcej niesprawiedliwy. Gdyby było to świadome wprowadzanie w błąd innych, można mówić o grzechu oszczerstwa, nie sądzę jednak, żeby tak było.

Jeśli uważa Ksiądz, że ten tekst nie powinien się tam znaleźć, wystarczyłoby napisać do administracji forum. Stara katolicka zasada, mówi, że należy najpierw postarać się załatwić sprawę w cztery oczy. Takie postępowanie może powodować zniesławienie pewnych osób.

Co więcej, Ksiądz pisze w swym poście nie o konkretnych osobach, ale o wszystkich tradycjonalistach. Nawet, gdyby ktoś z tego grona popełnił jakąś krzywdę publiczną względem Księdza, publicznie można napisać tylko o nim.

"Ten ksiądz jest doprawdy śmieszny", "ten ksiądz jest cienki jak nitka"... Piszą o mnie Ci, którzy walczą o szacunek do Kościoła, Tradycji, duchowieństwa... Czekam na mocniejsze określenia. To takie ewangeliczne dokopać i zwyzywać w imię "prawdy".

Wydaje mi się, że niesprawiedliwe jest też wybiórcze cytowanie postów znajdujących się pod wypowiedzią Księdza. Nie cytuję Ksiądz "Ech... oremus", albo "Poniekąd ten ksiądz ma rację", ani argumentów wytoczonych przeciwko stanowisku Księdza, ale jedynie to powyżej. Co więcej, wypowiedź pierwsza wyjęta jest z kontekstu. Co do drugiej, aż trudno mi zrozumieć, że nie łapie Ksiądz pewnej gry słownej z Księdza nazwiskiem. Nie rozumiem, co miałoby być tutaj obraźliwego...

***
Teraz przejdę do spraw związanych z tradycją katolicką.

Znajomość łaciny jest NIEZBĘDNA do godnego uczestnictwa.

Uznawszy prawdziwość takiego sformułowania, musimy powiedzieć, że przez kilkanaście wieków wierni Kościoła Rzymskiego nie uczestniczyli godnie we Mszy świętej. Zakrawa to na jakiś absurd.

Ja łacinę znam zupełnie swobodnie. Mówię w niej, piszę, jest to dla mnie język żywy, i cały ten list mógłbym od ręki w nim napisać :) ale w żadnym wypadku nie uważam tego za niezbędny warunek godnego uczestnictwa. Wszystko, co muszę rozumieć we Mszy - czytania i kazanie - i tak jest w języku polskim. Reszta to Tajemnica. Ja wiem, że w tym momencie dzieje się to i to - oto następuje ofiarowanie. W tym czasie modlę się śpiewem, albo własnymi słowami. Czasem odmawiam różaniec. Oto jest konsekracja - kontempluję wysoko podniesioną hostię trzymaną przez kilkanaście sekund, i rozmawiam z Panem Jezusem. Później przez kilkanaście minut ciszy dziękuję Bogu własnymi słowami za jego zbawczą Mękę, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie, za życie, za innych ludzi. Wiem, że w tym czasie kapłan prosi Boga o to, by jego Święty Anioł przyszedł i zabrał tę ofiarę (i moje modlitwy) na ołtarz w niebie. Nie potrzebuję do tego słuchać za każdym razem po polsku, czy nawet po łacinie, słów tej modlitwy. Zgłębiam istotę.

Tak samo wierni dawnego rytu - nie musieli słuchać i rozumieć konkretnych słów. Ważne, że sercem rozumieli, co jest dziane. Był Ksiądz kiedy w cerkwii katolickiej, albo nawet u prawosławnych? Liturgie wschodnie dalej mają tego samego ducha - wierny dotyka nieba, nie potrzebuje do tego języka powszedniego - więcej - język potoczny może niektórym w tym przeszkadzać.

Ksiądz pisze, że formy nie są ważne - bardzo złe stwierdzenie. Człowiek to stworzenie zmysłowe i żyje w świecie zmysłowym. Dlatego są sakramenty (Znaki) i ryty. Ryty zawierają symbole, są akcją. Czytał Ksiądz "Ducha Liturgii"? Tam jest to świetnie wyjaśnione.

I na wschodzie dalej się to rozumie. Kapłan i wierni stoją zwróceni w jednym kierunku, żertewnik jest odgrodzony ikonostasem, Cerkiew bogata w obrazy, muzyka jest zupełnie aświecka.

Świątynia i jej liturgia musi być inna niż życie codzienne, żeby móc dostrzec przez tę formę Niebo.

Teraz odniosę się do archeologizmu, który Ksiądz uważałby za logiczniejszy niż powrót do "trydentu". Zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Papież Pius XII, tuż przed II Soborem w encyklice Mediator Dei stwierdził, że powracanie do starożytnych form jest "nierozsądne". Bardzo słuszna uwaga - wywracać cały organiczny rozwój liturgii w imię jakichś idee fixe, jest bardzo nierozsądne, bardzo nieludzkie. Moja babcia kiedyś mi wspomniała, że nie rozumiała, dlaczego ksiądz teraz patrzy na ludzi...

Msza Trydencka to nie jest powrót 400 lat w przeszłość. Moja mama przyjęła "po staremu" pierwszą komunię. Mój wujek służył do takiej Mszy. Św. Josemaria Escriva do końca życia odprawiał prywatnie WYŁĄCZNIE Mszę Trydencką. Podobnie O. Pio, który jeszcze podczas trwania Vat Sec "załatwił" sobie ten indult u Papieża. To było 20-30-40 lat temu. Oczywiście przez ten czas wiele się zmieniło, dla 2 pokoleń katolików w Polsce ta Msza praktycznie nie istnieje. Inaczej jest jednak na świecie. We Francji 1/3 praktykujących katolików (co oczywiście w liczbach bezwzględnych jest i owszem bardzo mało :P) to tradycjonaliści. W Holandii również. W USA tradycjonaliści są bardzo prężni, tam tradycja nigdy nie umarła. [usunięte na prośbę autora maila] Osobiście znam jednego księdza z Bawarii, który mówił mi, że jego proboszcz do końca życia odprawiał wyłącznie po staremu i tylko po staremu były Msze w tej parafii.

Oczywiście nierozsądnym byłby zwrot 180 stopni, teraz tylko trydent. Byłaby to zmiana tak samo szkodliwa, jak ta, która stała się po Soborze. Ale można trydent powoli przywracać, można przede wszystkim uczyć nowy ryt "ducha liturgii".

Stary ryt jest żywy. Stary ryt jest piękny. Stary ryt popiera Papież Benedykt XVI. Dlaczego Ojciec Święty wprowadza pewne elementy charakterystyczne dla starego rytu do swoich celebracji (np. rezygnacja z koncelebry na rzecz służby kardynałów do Mszy, komunia na klęcząco, łacina, ornaty rzymskie etc.)? Po to, aby ubogacić tym życiem i pięknem, duchem też nowy ryt.

Po owocach ich poznacie - tradycjonaliści to najczęściej bardzo gorliwi katolicy, świadomi swojej wiary, gotowi do jej obrony, pomagający innym nawrócić się do Jezusa. To rodziny wielodzietne (trochę jak neoni :P), które vanami zajeżdżają pod Kościoły. To młodzi, inteligentni, wykształceni, często dobrze sytuowani, głównie mężczyźni - sama sól katolicyzmu. Oczywiście, nie mówię, że tego nie ma w innych wspólnotach, ale jak można tego nie dostrzegać tutaj? Tradycjonalistami (w większości) są jedyni politycy w Polsce, którzy byli gotowi ponieść konsekwencje stanowczej obrony życia (Marek Jurek, Artur Zawisza).

Jestem młodym człowiekiem, cechuje mnie duży "spontan", bawię się, mam kolegów, piję piwo, pracuję, studiuję, myślę o założeniu rodziny, a chodzą na trydent... Czy jestem fenomenem? Wiem, że takich jak ja jest więcej. Tam, gdzie chodzę do Kościoła napewno ponad połowa.

Jesteśmy faryzeuszami, zakompleksieni, szukamy egzaltacji? Jesteśmy sektą?

Nie sądzę.

Nie jesteśmy bynajmniej lepsi. Grzeszymy. Mamy wiele tych samych problemów, co inni. Może nawet jesteśmy bardziej grzeszni - bo ten, kto więcej wie, ma większą odpowiedzialność.

Nie chcę, żeby Ksiądz pomyślał, że w jakikolwiek sposób czujemy się lepsi od oazowiczów, albo uczniów Księdza ze szkoły zawodowej, o których Ksiądz pisze na swym blogu. Nie. Ja wiem, że to nasze grzechy powodują, że ludzie przewalają sobie życia, że jest tyle ran, cierpienia. Nasze myśli, mowa, uczynki, zaniedbania, lenistwo. Wczoraj zobaczyłem w autobusie kobietę z podbitym okiem, niemal się popłakałem. To przecież nasza, moja obojętność pozwala na takie sytuacje, na przemoc w rodzinie, na ulicy etc. To przez nas, katolików, ludzie płaczą. To my, katolicy, dokonujemy aborcji. Klniemy, oszukujemy, jesteśmy nieprzykładni w pracy i nauce. Także my tradycjonaliści katoliccy. Ale tu, wśród nas, jest taki duch, żeby walczyć z tym - walczyć z własnym grzechem, pracować nad duchowością. Szkoda, że Ksiądz tego nie dostrzega.

Z Panem Bogiem
Piotr (eire00), Warszawa

 

 

moja odpowiedź:

 

Piotrze,
trudno mi uwierzyć, że masz 19 lat...

Napisałeś do mnie pięknego maila! Z drobnymi zastrzeżeniami (dotyczącymi tego, co napisałeś na początku) zgadzam się Tobą!

Zgadzam się przede wszystkim z tym, co napisałeś w drugiej części listu.

Gdybym miał do czynienia z tego typu "katolickimi tradycjonalistami" dziś byłbym z pewnością pośród nich. Podskórnie czuję o co w tym prądzie myślowym chodzi! Intuicyjnie wyczuwam o co rzecz idzie!

Niestety do tej pory ze strony owych tradycjonalistów spotkałem się jedynie z zaczepkami i bardzo wrogim nastawieniem. Kilka razy pisał do mnie Tadeusz, który straszył, że jestem na równi pochyłej do piekła. Pisał, że mnie ostrzega, bo jest prawdziwym katolikiem. Kilka osób spotkanych na żywo z zaciętością i wrogością chciało mnie przekonać do waszych(?) racji... Teraz ów nieszczęsny cytat na forum, bez ewangelicznej kolejności – jak to nazywasz – w załatwianiu sprawy, kilka obraźliwych wpisów do księgi gości… Wiele na tym tracicie. Być może tracimy wszyscy.

Piotrze,

po raz pierwszy otrzymałem mail z Twojego grona bez ortograficznych błędów, pominiętych liter... Dla mnie to wyraz szacunku dla rozmówcy. Wcześniej takowego nie dostrzegałem po stronie tych, którzy usiłowali podjąć ze mną dialog. Nawet we wczorajszym i dzisiejszym liście Piotra Szukiela z Wrocławia, studenta, roi się od "byków". Jedynie Ty piszesz do mnie "Ksiądz" z dużej litery...

Drobiazgi?

Może to także symbole i znaki, które „coś” budują. Być może Inny Świat. Świat, którzy zaczyna i kończy się w Bogu.

Tęsknię za nim – za takim światem – tak samo jak Ty. Uwierz mi.

Z darem błogosławieństwa.

ks. Mariusz

PS. Mogę Twój list (razem z moją odpowiedzią) opublikować na mojej stronie?

 

 

odpowiedź Piotra:

 


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

trudno mi uwierzyć, że masz 19 lat...

19/20 :) mam urodziny za 2 miesiące

Napisałeś do mnie pięknego maila! Z drobnymi zastrzeżeniami (dotyczącymi tego, co napisałeś na początku) zgadzam się Tobą!

Cieszy mnie to, że mogłem w jakis sposób przybliżyć Księdzu sprawę tradycji, ale chciałbym też, żeby odniósł się Ksiądz do częsći pierwszej listu.

Niestety do tej pory ze strony owych tradycjonalistów spotkałem się jedynie z zaczepkami i bardzo wrogim nastawieniem. Kilka razy pisał do mnie Tadeusz, który straszył, że jestem na równi pochyłej do piekła. Pisał, że mnie ostrzega, bo jest prawdziwym katolikiem. Kilka osób spotkanych na żywo z zaciętością i wrogością chciało mnie przekonać do waszych(?) racji

Zdaję sobie sprawę, że są i tacy ludzie. Własciwie, że my tacy jestesmy. Nieraz, szczególnie kilka lat temu, kiedy dopiero zbliżałem się do tradycjonalizmu, zachowywałem się podobnie. Niejedną kłótnię przeprowadziłem, być może niejedną osobę zniechęciłem. Myslę, że gra tu swą rolę wiek, w którym każdy chciałby isć na barykadę, a brakuje mu często wiedzy i kultury, no i wroga widzi w każdym, nie rozumie, jak inni mogą zupełnie nie podzielać jego "podjarania"... Zresztą są ludzie o różnych rodzajach temperamentu. Oczywiscie, to w żaden sposób nie usprawiedliwa złej postawy. Ta wiedza o różnych psychologizmach ludzi może nam jedynie dać sposób, jak im pomóc.

Zresztą, to nie tyczy się wyłącznie tradsów. Niejeden raz byłem swiadkiem, jak sympatycy neokatechumenatu wyzywali uniesionym głosem innych ludzi od faryzeuszy... Rozumiem to, to ludzkie. Trzeba się modlić za kształtowanie charakteru młodych ludzi, katolików.

Tęsknię za nim – za takim światem – tak samo jak Ty. Uwierz mi.

Wierzę.

PS. Mogę Twój list (razem z moją odpowiedzią) opublikować na mojej stronie?

Nie widzę żadnych przeciwwskazań. Proszę tylko o skasowanie zdania o Mszach trydenckich w Chinach, sprawdziłem tę informację, gdzies ją przeczytałem, ale cos mi nie pasowało, i to jest uproszczenie.

Proszę podpisać mój list: Piotr (eire00), Warszawa.

Msza Trydencka (co ciekawe po chińsku i w nakryciu głowy...) faktycznie była w powszechnym użyciu do lat 80, ale później sprawa się trochę zmieniła. Używa się Mszału Pawła VI, ale w wielu swiątyniach nadal są stare ołtarze i paramenty liturgiczne. Wielu odprawia dalej po trydencku.

Proszę też odniesć się do częsci pierwszej listu, kluczowej dla całej sytuacji. Nie przedstawił Ksiądz swoich zastrzeżeń do niej, wobec tego muszę podtrzymać zdanie o niesłusznosci i niesprawiedliwosci zdań w Księdza poscie.

Z Panem Bogiem!
Piotr (eire00), Warszawa.

P.S.
Co do spraw ortografii, staram się pilnować kultury pisowni, wypowiedzi, aczkolwiek rozumiem, że często różnie to różnym wychodzi - brak wykształcenia, pospiech etc. Nie przywiązywałbym do tego dużej uwagi.

P.S.2. Mój gmail nie pozwala na używanie litery "si", dlatego teraz ciągle piszę "s". :)

P.S.3.
Piotr Szukiel to bardzo dobry człowiek, gorliwy dla zbawienia dusz. Proszę się za niego pomodlić.